Bałtyk Story
Część pierwsza (1984 - 1991)
Najwyższy czas, by kibicom Bałtyku (i nie tylko) przedstawić historię kibicowania naszemu ukochanemu klubowi. Niestety, pierwszy raz na Bałtyku pojawiłem się dopiero w 1988 roku, gdy kibicowanie Bałtykowi istniało już w najlepsze, mało tego, aktywnie w życiu fanów SKS-u (pierwsze awantury, wyjazdy...) zacząłem uczestniczyć dopiero w roku '92. Stąd pierwsza część mojego "Bałtyk Story" opiera się w 95% na wspomnieniach innych, na tym co zasłyszałem od starszych kibiców, wyczytałem w archiwalnej prasie etc. Musicie więc mi wybaczyć drobne przekłamania, nieścisłości tudzież brak konkretnych dat. Kolejne części będą obejmowały sezon po sezonie i będą się pojawiały cyklicznie, aż dojdziemy do dnia dzisiejszego...
Za początek kibicowania Bałtykowi przyjmuje się rok 1985, kiedy to w Gdyni powstał "Klub Kibica". Nie jest to jednak data do końca ścisła, wszak ów klub założyły osoby, które już od jakiegoś czasu śmigały na Bałtyk w barwach (pasiakach, ma się rozumieć...). Na archiwalnym zdjęciu z roku 1984 widać młyn około 100-osobowy w szalach Bałtyku, w sezonie 84/85 były zaliczane wyjazdy, więc datowanie początku istnienia kibiców Bałtyku na rok '84 na pewno nie jest nadużyciem...
Do sezonu 89/90 Bałtyk występował na przemian w 1 bądź 2 lidze. Do końca występów w pierwszej lidze stosunki z Arką były przyzwoite, w każdym razie brak było jakiś starć między gdyńskimi klubami. Tym samym były przyzwoite układy ze zgodami Arki, zresztą w tamtych czasach w ogóle było mało podziałów, praktycznie na 3-4 wrogie sobie obozy. Wiem też, że Bałtyk miał jakieś układy np. z Chrobrym Głogów, ale długo nie przetrwały... wyjazdy Bałtyku to około 30 na Zagłębiu Lubin, gdzie najpierw nasi byli zaproszeni do knajpy, a potem skrojeni ze wszystkiego, 3 na Stali Rzeszów, 40 a sezon później 3 na Radomiaku Radom (ten pierwszy wyjazd to totalne rządzenie Bałtyku na stadionie Radomiaka, który wszedł na obiekt dopiero dzięki milicji. Kilkadziesiąt osób (40 ?) było na deszczowym barażu o utrzymanie w 2 lidze z Garbarnią Kraków, jakąś naszą grupkę która się odłączyła goniła Wisła przez miasto. Stosunki z Arką ostatecznie się popsuły chyba na 1-ligowym meczu z ŁKS-em w Gdyni, który przegrany 0-3 zapewnił Bałtykowi spadek do 2 ligi, było to w 87/88. Acha, coś mi świta jeszcze że kilkanaście osób było na Piaście Gliwice (zwycięskie baraże o 1 ligę, chyba po sezonie 86/87), wiem że Piast, który miał wtedy zgodę z Lechią czekał na naszych na dworcu, ale jakoś udało się ich wykiwać. Należy wspomnieć, iż w owych czasach Arka dość regularnie przychodziła na nasz stadion (szczególnie gdy ktoś mógł przyjechać), a Lechia dość regularnie "czesała" pociągi, którymi na 1- bądź 2- ligowe wojaże podążali fani Bałtyku. Mniej więcej równo z upadkiem sportowym Bałtyku następowała degradacja Arki, a nawet Arki szybciej, doszło bowiem do sytuacji, że Arka grała derby z Bałtykiem II, czyli rezerwami. Sezon 90/91 to totalna katastrofa. Jak taki klub jak Bałtyk może grać w prowincjonalnej trzeciej lidze??? Takie pytania nam towarzyszyły. Ech, żeby człowiek wiedział co będzie później...
Przede wszystkim doszło do derbów z Arką. Piłkarsko to Bałtyk dyktował wtedy warunki w Gdyni i mecze zakończyły się zwycięstwami 1-0 u nich i wspaniałym 7-0 u nas. Niedawno oglądałem na kasecie VHS tamte derby na Arce... nas lekko ponad 200, na płocie 3 flagi, w pewnym momencie Bałtyk pokazuje niezłe efekty pirotechniczne, czyli 1 racę i kilka kilo saletry (tak tak, wtedy to było nie byle co...). Arki na oko 600-700. Na derbach u nas Bałtyku 300, może ciut więcej, Arki podobnie jak u siebie.
Teraz krótkie opisy wyjazdów z 90/91:
- Wierzyca Starogard - ok. 100 z Bałtyku, w pewnym momencie wrzucamy na boisko petardę hukową, co powoduje szarpaniny z psami i jest odnotowane przez prasę lokalną.
- Unia Wąbrzeźno - nas około 45, przy czym ludzie zjeżdżają się na raty, głównie autami. Na mieście gruba zadyma z miejscowymi wieśniakami, coś mi się obiło o rozbijaniu płyt chodnikowych, by następnie ciskać nimi w miejscowych, oraz o rolniczym wyposażeniu typu widły obecnym wśród tubylców. Rozkręcającą się imprezę zakończyła psiarnia.
- Wda Świecie - w "śmierdzącym" mieście od nas około 50.
- Polonia Bydgoszcz - na ten wyjazd jedzie 60 osób. Jakiś figlarz (tzn. wiem kto, ale nie napiszę...) zaprószył ogień w pociągu, i w momencie gdy naszych spisywały psy, z opuszczonego już przedziału zaczęły się wydobywać kłęby dymu... skończyło się jakimś pałowaniem.
- Chemik Bydgoszcz - tylko 8 z Bałtyku. Po meczu na przystanku tramwajowym jest pogonionych 2 typów w szalach Zawiszy. Po chwili z okolicznych bloków wyskakuje grupa ok. 15 ludzi, którzy dobiegają do naszych i pytają:... "macie, k...a coś do Wyżyn?" (dzielnica Bydgoszczy, na której był ów przystanek tramwajowy). Nasi odpowiedzieli zgodnie z prawdą, że nie, i się upiekło...
- Olimpia Elbląg - około 40 kibiców Bałtyku.
- Comindex Damnica - nieopodal Słupska od nas 70 osób. Przyjechało sporo wiary z Gryfa, były z nimi jakieś spore ganianki (mecz na chwilę przerwany) po czym się pogodzono i nawet dogadano na tyle, że powstał układ z Gryfem! Oczywiście nie przetrwał on zbyt długo, ale do końca 3 ligi jakoś się trzymał.
- Gwardia Koszalin - około 20 z Bałtyku + drugie tyle z Gryfa, spokojnie.
- Goplania Inowrocław - około 60 z Bałtyku. Na tym meczu kibice Bałtyku i Goplanii (ok. 50) dogadali się na tyle, że siedzieli razem i zrobili sobie układ, wspólnie dopingowali itp.! Zdaje się, że był to układ na 1 mecz, gdyż nic mi nie wiadomo aby poza tym spotkaniem fani z Gdyni i Inowrocławia kiedykolwiek się spotkali... ech, to były czasy i klimaty...
- Gryf Słupsk - około 70 z Bałtyku, na PKP czekali już układowicze z Gryfa ze skrzynką tanich win na przywitanie... miło było.
Przed ostatnia kolejką doszło do paradoksalnej sytuacji. Otóż dwa mecze przed końcem sezonu Bałtyk miał przewagę 2 punktów (tyle wtedy przyznawano za zwycięstwo) nad Chemikiem Bydgoszcz i lepszą różnicę bramek (około + 10), więc awans wydawał się pewny. W przedostatniej kolejce SKS spokojnie wygrał u siebie 1 czy 2 bramkami, tymczasem Chemik wygrał na wyjeździe... 14 - 1. tak więc bramki już miał lepsze. Żeby udał się przekręt (czyli awans Chemika zamiast Bałtyku), Chemik musiał wygrać w ostatniej kolejce (co oczywiście bez problemu uczynił), a Bałtyk musiał przegrać ostatni mecz wyjazdowy, który miał w... Bydgoszczy, tyle że na Brdzie. Na ten ostatni wyjazd udała się mocna 80 - osobowa grupa fanów Bałtyku. Na meczu kolosalne cyrki - sędzia nie uznaje 2 prawidłowych bramek dla Bałtyku, piłkarze Brdy koszą jak chcą (zero fauli czy kartek) w końcu wydumany karny dla Brdy i... przegrywamy 1-0, wchodzi Chemik... Kibice dostają szału, ale na obiekcie i w okolicach mnóstwo psiarni. W drodze powrotnej, przed Gdańskiem ktoś podpala pociąg. Jadący skład działa na zasadzie komina i gdy wjeżdża do Gdańska, płonie niczym pochodnia. Przed dworcem głównym Bałtyk zaciąga hamulec, ludzie w straszliwej panice wyrzucają bagaże z jadącego pociągu i sami z niego wyskakują w biegu, cud że nikt się nie zabił... kibice Bałtyku spokojnie wysiadają z pociągu i udają się do domów. Po 20 minutach rozległy się syreny alarmowe... spalony wagon jeszcze dobrych kilka lat straszył w Gdańsku na bocznicy.
A tak w ogóle to Bałtyk i tak wszedł wtedy do drugiej ligi, bo po zakończeniu rozgrywek zafundowano nam reorganizację rozgrywek, dzięki czemu wszedł 2 w tabeli Bałtyk, a nawet 3 Olimpia Elbląg po zwycięskich barażach...
Tak jak wspomniałem - nie uczestniczyłem w powyższych wydarzeniach, znam je z opowieści i wybaczcie drobne przekłamania jakie mogły nastąpić - czas zaciera pamięć... w kolejnym odcinku Bałtyk Story (już niebawem) sezon 91/92, a po nim następne - te opisy już będą bardzo wiarygodne, wszystko dobrze pamiętam...
Kibice 
















